Trzej muszkieterowie 3D



kostiumowy / przygodowy, Francja/Niemcy/Wielka Brytania, 2011, 110 min
reżyseria: Paul W.S. Anderson
obsada: Milla Jovovich, Juno Temple, Logan Lerman, Orlando Bloom, Ray Stevenson

Najbliższe emisje w
Sobota, 06.10 g. 20:00



Ile to już razy muszkieterowie Ludwika XIII gościli na dużych i małych ekranach? Niech każdy policzy sobie sam. Tak czy inaczej doczekaliśmy się kolejnej odsłony powieści Aleksandra Dumasa w obsadzie, w której znaleźli się między innymi Milla Jovovich czy dawno nie widziany Orlando Bloom.

Całość reżyser Paul W.S. Anderson okrasił techniką 3D i stworzył widowisko na miarę XXI wieku. Jego "Trzej Muszkieterowie 3D" to komiks w kostiumie, kolorowy zawrót głowy oraz radosna zabawa konwencją. Całość nie wyszła też tak źle, jakby się można było tego obawiać. Coś jednak z Dumasa zostało. Anderson w pierwszych partiach filmu trzyma się dość blisko fabuły literackiego pierwowzoru. Czyli, D'Artagnan - przypominający naszego Antka Królikowskiego, Logan Lerman - nieokrzesany młody Gaskończyk przybywa do Paryża w celu zostania muszkieterem. W wyniku paru nieprzewidzianych okoliczności umawia się na skrzyżowanie szpad kolejno z Atosem - niskogłosy Matthew MacFadeyn, Portosem - twardziel o głębokim wnętrzu Ray Stevenson i Aramisem - stoik Luke Evans. Pojedynek z pierwszym przerywa im kardynalska gwardia na czele z demonicznym kapitanem Rochefortem - demoniczny Mads Mikkelsen. Dochodzi do konfrontacji czterech przeciwko czterdziestu, z której zwycięsko wychodzą tytułowi bohaterowie. I tak dalej i dalej. Kardynał Richelieu - klasa sama w sobie Christoph Waltz - mataczy, próbując doprowadzić do wojny między Francją a Anglią. Razem z pozbawioną sumienia oraz ludzkich emocji Milady (Jovovich) aranżuje kradzież naszyjnika, który księżniczce Annie podarował Ludwik XIII. Później namawia młodego monarchę, by ten poprosił swoją żonę do założenia go na balu, czym udowodni bezwarunkową i niezłomną do niego miłość. Muszkieterowie muszą udać się na drugą stronę kanału LaManche, aby odzyskać naszyjnik, uratować honor królowej i pokój między oboma mocarstwami. I dalej Paul W.S. Anderson serwuje nam już głównie wymyślne realizacyjnie kino przygodowe, którego nowy kierunek bez wątpienia wytyczyła seria "Piratów z Karaibów". Nawet pewna muzyczna fraza do złudzenia przypomina tę z filmu Gore'a Verbinskiego. Tymczasem reżyser omawianego tutaj dzieła sięgnął po modny, a może już teraz wręcz nieodzowny element filmowego widowiska, czyli technologię stereoskopową, która faktycznie dodaje "Trzem Muszkieterom" skrzydeł. Pomińmy fakt, że gro akcji rozgrywa się w przestworzach. 3D dało przestrzeń, szeroki wymiar i szaloną perspektywę. Już nawet nie chodzi o to, żeby coś wynurzało się z ekranu. Zagospodarowanie planu, tego pierwszego, ale też kolejnych, pozwala jak nigdy dotąd podziwiać pałacowe wnętrza, ogrody, osiemnastowieczny Paryż czy Londyn. Czuje się ten przepych, smak epoki. Samemu kinu akcji zresztą też pomaga. Wybuchy pocisków, porywające pojedynki, latające machiny wojenne - 3D podkreśla te elementy jak nigdy wcześniej. W efekcie film, mimo iż jest "szalonym" i odważnym wymysłem jego twórców, po prostu żyje i jest przyjemnym w odbiorze obrazkiem.



Zobacz inne polecane w TV «